sobota, 25 sierpnia 2007
stupido
Ostatnio całkowicie mi się poszatkowały pragnienia.
Nurt główny- R. nadal jest życiowym napędem zarówno gór jak i dołów mojej energii, ale...nauczyłem się dawkować sobie przyjemność i nawet podejmować próby przejęcia inicjatywy!:)
Martwi mnie wstręt do tłumu i odrzucanie tylu zaproszeń od sympatycznych ludzi. Nie chcę ich urazić,a jednocześnie dlaczego wszyscy chcą chodzić na piwo albo kłębić się z setką turystów w soho, atelier, mandarynce, absyncie, cico, pikawie czy innej instytucji?
To takie koszmarnie nudne usiąść i po raz tysięczny odprofesjonalniać swój wizerunek, znajdować punkty wspólne, obrabiać komuś tyłek, zgadzac się lub być w kontrze w mało istotnym zagadnieniu ogólnym. Pustka oczu zamglonych piwem, piksą lub "ułańską fantazją"-bo w weekend można-wszystko podane na tacy, zmiksowane. Bawimy się, jesteśmy w środku tego "lepszego" świata. W poniedziałek, od września, znowu zostajemy niefantazyjni i niewolni....To tacy mili ludzie spotykani na codzień w różnych nieimprezowych, nudnych miejscach,czasem po latach. Wcale nie chcę poznać ich inaczej. Podobają mi się tacy "dopasowani do rzeczywistości".
Jedyną osobą, która może się wielokrotnie odrealniać, a ja będę stękać z zachwytu jest R.:)!!!
Tyle osób "ma problem", którego nie ma...
Kiedy jestem zakochany, nawet kiedy staram się skupiać na tym to nie mogę.
Wszystko zależy o tego kiedy ostatnio widziałem, słyszałem lub czytałem R.:)
Stał się tak idealny, że złapałem się ostatnio na zachwycie nad lodowatoscią czubka jego nosa kiedy mnie całował na pożegnanie w usta. Tragiczne!!!:)))
T. powiedziała, że nie ma nic gorszego niż zakochać się w dojrzałym facecie, w wygodnym długoletnim zwiążku i zgłupieć do reszty i czegokolwiek oczekiwać z tego dobrego:)
Zatem do reszty zgłupiałem...
sobota, 28 lipca 2007
antystoik
Od zawsze osoby mądrzejsze ode mnie (których bardzo lubiłem słuchać) mówiły mi o konieczności samoświadomego kształtowania własnej rzeczywistości. W końcu zrozumiałem i teraz nie umiem już zrzucić odpowiedzialności na los, zły układ gwiazd czy niekorzystne położenie kart. Porozmawiałem sobie dość krótko z B. i nieoczekiwanie odkryłem dlaczego od tylu lat jest świetnym psychologiem klinicznym. Zrzucanie lęków egzystencjalnych uważam za obrzydliwe pośród znajomych-szczególnie tych, którzy "paprzą się"w emocjach innych osób zawodowo. Powiedziała mi o tym wielokrotnie T. poszukująca nieskomplikowanych wyrównanych bezrefleksyjnych bytów zadowolonych z życia. Bardzo pilnowałem się, żeby nie zarzucać nikogo swoimi "wnioskami o". Postanowiłem zajmować się problemami innych i doprowadzić umiejętności pomagania innym do perfekcji. B. czaiła się od 3 miesięcy powierzchownie prześlizgując się po tematach i nagle przygwoździła mnie w ciągu 15 min do wygłoszenia głęboko wypieranych wniosków na temat samotności:) A wszystko pomimo "przyspieszenia" jest podobne. I dobrze, bo czuję, że teraźniejszość mi odpowiada w tych proporcjach. Czasami buntowniczo pomarzę sobie nieprzyzwoicie o R. w wymiarze funkcji wykładniczo wzrastającej, ale on potrafi z racji swojego doświadczenia, a może innych potrzeb podtrzymać homeostazę tego dziwnego układu. Dla mnie pięknego- cały czas żyję w przekonaniu, i zanurzam się w, jego wspaniałęj osobowości, wiedzy, intelekcie i cielesności i w ogóle nie odczuwam znużenia! Okazuje się wg Ski, który jest z R. już tyle lat, że posiadanie takiego faceta to wcale nie taka rozkosz i szczęscie??? No to jak zdefiniować pozytywną potrzebę przebywania ze sobą poza okresem zauroczenia sobą? Czy ktokolwiek umie? D. podoba mi się z jednej strony za potrzebę poszukiwania zmian, a z drugiej... Jego szybkie zmiany postaw, zabarwień emocji, pełna skala od regresji do odkrywczych zmian na resztę życia uczy, że sama chęć zmiany niczego nie zmienia:) Przez większość życia kompensacyjnie leciałem w hiperprofesjonalizm- moją tarczę obronną przeciw obliczalnej rzeczywistości, wypaleniu, pustce, nadmiernemu skupianiu się na sobie. To rzeczywiście zaprocentowało w kwestii zawodowej, ale...obszary nieuprawiane dziczeją i porastają chwastami. Jeśli nie zaoram wypieranych problemów osobistych do końca życia zasuszę się i zdziwaczeję "w pokrzywach":) R. zapytał się mnie czy lubię siebie. On uważał, że tak pomimo że ja sam nie byłem o tym przekonany do końca, ale w drodze dedukcji zgodziłem się. To baza to pozytywności całościowo. Zresztą jak można spierać się z osobą, którą chcesz pocałować i myślisz jak pięknie wyglada siedząc na podłodze oparty o ścianę w zmierzchu?:) Biedny R. ma mnie chyba dość. Szczególnie od kiedy mam być ochotę z nim ciągle w kontakcie...:)
sobota, 30 czerwca 2007
ludzie, fascynacje i weryfikacje
Jakoś straciłem zapał i ochotę na blogowanie od kiedy okazało się, że odnalezienie moich grafomańskich wypocin nie stanowi żadnego problemu dla osób, które znam. Nie umiem "nie wstydzić się" swojej ekspresji i nie chcę tłumaczyć ze swoich opinii. Są jakie są i już. Niestety konwenanse wdrukowane nam przez rodziców blokują ciąg spostrzeżeń. Często zresztą nikogo poza mną i prawdopodobnie osobą obserwowaną one nie interesują. Z wydarzeń istotnych- czuję się przyjemnie przytłoczony obowiązkami czasami na granicy wyczerpania fizycznego. Nawet jeśli marudzę to i tak cieszę się, że funkcjonuję co do minuty dynamicznie. Dopiero po wykonaniu zadań czuje jak adrenalina opada i ogarnia mnie adynamia:) R. opętał mnie swoim urokiem, jakiekolwiek pogłoski przeczące jego idealności tylko zaostrzają i jeszcze wzmagają moje pragnienie! A przekazów- zreszta powielających pewne fakty otrzymałem sporo. R. w tym wszystkim ma tyle klasy i jakości bycia! Nigdy nie słyszałem, żeby się użalał nad sobą czy swoim związkiem, nigdy nie komentuje zachowań innych. Rzekomo to mężczyzna luksusowy "piotruś pan" gwiazda niepraktyczności? W takim razie jest najseksowniejszym i najmilszym facetem-ozdobą. O ile kiedyś fiksowałem się na jego intelekcie teraz śni mi się jego ciało, dotyk, pocałunki w dolną wargę kącika ust, zapach, szorstkość bródki, szparki oczu kiedy się śmieje- no po prostu nieszczęśliwie zakochany jestem i już:) Patrzę się na jego pośladki w dżinsach. Utrwalam dotyk kiedy ocieramy się o siebie przed wystawami sklepów w deszczu. I wiem, że jest trochę próżny patrząc się na mój zachwyt ewidentnie wypisany na twarzy!:) D. ważny dla mnie, a jednocześnie zdaję sobie sprawę jak bardzo nasza relacja sie zmieniła. On zawsze mi tłumaczył rzeczy, o których ja myślałem, że z czasem się zmienią. Czasem manipulował, z biegiem czasu nauczyłem sie tego nie dostrzegać. I wtedy nie wiadomo dlaczego zaczynałem być zazdrosny o jego fascynacje seksualne? Teraz też przeżywa coś fajnego. Ma swój sposób smakowania relacji. Zawsze zazdrościłem mu odwagi i nie dąsania się na rzeczywistość tak nieadekwatną do fantazji!:) Teraz bardziej realnie patrze się na możliwość spełnienia moich pragnień nauczyłem się funkcjonować ciesząc się, że On po prostu jest. T. ostatnio całkiem o mnie zapomniała. Trochę rozumiem, a trochę się obrażam:) Dziś widziałem się z "chłopcem-starcem". Czarnookie, czarnowłose rozbrajające stworzenie znieczulające się wszystkimi gatunkami alkoholu. Piękne plany- historia sztuki w Szkocji, potem Kraków. Chłopiec-starzec imponował mi kosmopolitycznym włóczęgostwem i nieobecnością lęku przed upływem czasu na realizację celu. Ja jestem niecierpliwy i odraczanie traktuję jak przegraną. Ludzie jesteście piękni...:)
niedziela, 03 czerwca 2007
zawieszony
Niby wiem wszystko o "gonieniu króliczka" i wyważonym dawkowaniu siebie. A i tak tęsknię za telefonem R. Totalnym upadkiem było odsłuchiwanie starych wiadomości od niego na sekretarce. Wzięło mnie bleeeeeeeeeeeeeeeee. Przyszedł i mnie obezwładnił no! W ogóle nie słuchałem co mówiła do mnie Grubousta. Nie chciało mi się rozmawiać z Cz. Nie pomogły widoki kolorowych spadochronów w Rewie i free-style'owych pięknych ludzi. Śmieszny mieszaniec wilczura i jamnika zażyczył sobie, żeby go głaskac na cyplu:) Chciałbym pojechać na weekend do Paryża, żeby zabawić się w podchody wzdłuż starego południka zero i odszukać 135 płytek z brązu z napisem Arago. Ale wiadomo z kim...:) Chyba za dużo sobie wyobrażam. Czas wziąć się w garść!
sobota, 02 czerwca 2007
superR.
R. wspomniał, że idą na koncert w czwartek. Zespół wydał płytę, której estetyka bardzo mu odpowiadała. Znieczuleni zielem- mła, R., D. i Smaglisty nie rozwijaliśmy tego tematu. Potem okazało się, że D. załatwił darmowe wejściówki na ten koncert, a ja skojarzyłem, że znam perkusistę- K. Czwartek był jakiś ciężki. Potem okazało się, że pomyliłem Gdańsk z Gdynią i pojechałem w zupełnie inne miejsce. Wszystko szło na nie. A jednak miałem jakieś "parcie", żeby w końcu wyjść, zobaczyć R., przekonać się jak K. funkcjonuje w swoim środowisku profesjonalnym. Wszedłem nieco speszony- przyszedłem ostatni. Bardzo szybko zrotowaliśmy swoje miejsca siedzące. Nowa miłość-fascynacja D. pojawiła się z kobietą i przesłoniła mu cały horyzont. Ja z nieukrywaną ekstazą siedziałem między R. i Ski. R. wilgotnymi wargami od piwa dotykał mojej skóry na policzku i uchu kiedy mówił mi coś śmiesznego w trakcie koncertu. Jeszcze moment i zgwałciłbym go! Odnalazł jakiś punkt na mojej małżowinie i lekko go dotykał. Kiedy szeptał do ucha wywoływał u mnie efekt pre-ekscytacji.. Jak zwykle wyglądał pięknie, a oczy po piwie świeciły mu się i śmiały. Ski zmęczony?zdegustowany?zestresowany? Ładnie się uśmiechał, ale w oczach coś innego "w duszy mu grało". Smaglisty mówił same miłe rzeczy. Koncert dobry, nierewelacyjny. Płyta za to świetna. K.sprawił, że znowu zacząłem ufać swojej intuicji co do osobowości ciekawych i miłych. Archaiczne określenie "sympatyczny"wydaje się na miejscu. Napędzony na R. jestem przeraźliwie. Chciałbym przebywać z nim ciągle, widywać codziennie. Być nic nie mówiąc. A przecież on mnie lubi za moje gadulstwo. Poza tym częśtotliwość nie przekłada się w jakość! Spotkałem się na krótko z Cz. Przepaść intelektu, potrzeb, spełnienia w stosunku do R. była tak porażająca, że nie wyobrażałem sobie, żebym umiał spędzać z nim czas nic-nie-robienia. To ciężkie zabraniać sobie kontaktu z R. Ale nie takie rzeczy potrafię robić wbrew sobie:) Super/sam jestem jak w jednej z piosenek z koncertu:)!
wtorek, 29 maja 2007
improwizacja
Wczoraj przez przypadek poczułem się dobrze :) Najpierw chciałem rozejmowo spotkać się z D. Bez pretensji, zadr. Wydawało się na początku, że się uda. I nagle jedno zdanie spowodowało, że żałowałem tej "grubej kreski". Wydawało się, że będziemy z D. kłócić się publicznie. Poszukiwanie R. w towarzystwie D. i Smaglistego. Naburmuszony usiadłem obok mojego obiektu pragnienia "zapomnienia się". I nagle wszystko odwróciło sie o 180 stopni. Pojechaliśmy do R. "Zazielenieni" między stuporem, a analizą nieistotnych/intrygujących "pod wpływem" rzeczy. Jeszcze przed tym zanim przeklinałem, że droga wziewna łączy się zawsze u mnie z kaszlem i krztuszeniem, nie wiadomo skąd wskoczyły tematy egzystencjalne. Jakie schematy biografii wiążą się z dobrą jakością życia? Żadnych bzdur informacyjnych tylko naprawdę szczera i zaangażowana analiza rzeczy retorycznie niesprawdzalnych. Po raz kolejny przekonałem się o swojej naiwności. Nie ma postawy lepszej estetycznie, jakościowo. R. powiedział bardzo mądre zdanie. Zmusza się nas do ciągłego pędu "rozwijania się". Mało osób umie cieszyć się teraźniejszością nieperspektywicznie! R. poalkoholowy zyskuje śmiałość instynktów. Jego sensualność w wymiarze nieintelektualnym jest olbrzymia. Jest po prostu podniecający!...
niedziela, 27 maja 2007
pocałunek!
Samochód piękny i wszystko mi w nim odpowiada. Rozmowa z profem realistycznie pozytywna. Wszystko udało mi się pozałatwiać i zdążyć, mimo uczucia wyczerpania. I dziś najpiękniejszy dzień mojego życia. R. mnie pocałował prowokując do deklaracji bliskości!!!:) Spremedykowany alkoholem nadal pełen błyskotliwości był cudowny. Piękny, seksowny nawet jak gadał niemądre rzeczy. Pięknie pokazywał brzuszek i grzbiet. Cały do pieszczenia i kochania. Ski smutny. Taki dobry dla mnie. Pięknieje z każdą chwilą- mimo że początkowo nie zwracałem na to uwagi... Pobyt pośród ich znajomych z innej puli marzeń i progu podatkowego przypomniał mi, że to ludzie sukcesu. Kocham cię mój R.- nawet z Twoją niezależnością i potrzebą oddzielności. Nie umiem nie patrzyć się na ciebie z zachwytem i pożądaniem...
środa, 23 maja 2007
er-pragnienie
Telefony, rozmowy, spięcia. Wszystko naraz- samochód, rozmowa u profa, pięć tysięcy zleceń, konieczność pozałatwiania wszystkich spraw papierowo-urzędowych. Gadałem sobie z R. Moje zauroczenie beznadziejnie niepohamowane. Mimo że dla niego estetyka powierzchni martwych najważniejsza. I wiem, że lubi wersję "zachowana proporcja light intelekt-sex-zabawa". A mnie ostatnia część tej triady jakoś dramatycznie nie wychodzi od co najmniej kwartału! A on tak obezwładniająco uroczy. Spotkanie z D. w jego środowisku naturalnym. Troche zmęczony głównie słuchałem, pilnie obserwując. Nie mam zamiaru deprecjonować moich "odhaczonych celów", ale w porównaniu z D. prowadzę ascetyczno-klasztorny tryb funkcjonowania społecznego. On rzeczywiście pławi się w lecie, nowych zauroczeniach erotycznych, imprezach. Nie walczy z rzeczywistością tylko ją głaszcze nie wybiegając zbyt daleko do przodu. Spodobał mi się w tym wydaniu. Rozmowa z Cz. po ciemku na jego nowej czerwonej skórzanej sofie. Swojsko...jak to zwykle u mnie z niedopowiedzeniem. Zbyt jednoznaczna sytuacja, jakiś niedobór napięcia erotycznego(może zbyt dobra znajomość jego eksów) spowodowały, że uciekłem, gdy tylko ręka Cz. powędrowała w stronę mojego tatu na tyłku. Ja marzę o R. tym idealnym nieosiągalnym, niebezpiecznym...całym w każdym centymetrze.
poniedziałek, 21 maja 2007
obiektywnie
Kiedy D. przeczytał starego bloga przemilczana rzeczywistość i niedopowiedzenia wypełzły zewsząd. Ta niewygodna część. Najpierw było niemiło, a teraz jest "sucho". Włączyłem funkcję "analiza". Wypadła stanowczo na korzyść D. Moje zarzuty wobec niego wynikały po części z zazdrości. Osobowościowo jesteśmy bardzo podobni- tylko on odważnie próbuje i potem myśli, a ja najpierw asekuracyjnie obserwuję i po kalkulacjach prawdopodobieństwa porażki przerzucam uwagę na inna dziedzinę. Poza tym osiąganie celów zaczęło monotematyzować mi życie. I okazało się, ze potrzebuję D. Wpadam w panikę, że może nie być w mojej rzeczywistości. R. zasygnalizował jedynie w piątek pięknym mruczeniem przez telefon swoją obecność.I w ogóle się nie odzywa:( Co ja sobie wyobrażałem!? Na usprawiedliwienie mogę sobie powiedzieć, że nie myślę tylko czuję:) Spotkałem się z M., Emikiem. Niby słodka prostota rozmów spermo-analnych, opowieści o Indiach. Gdybym nie znał ich lepiej prawie uwierzyłbym, że sex im wystarcza. Cz. jest przewidywalną kopią mojej biografii. Po raz kolejny przekonuję się, że jestem zwyczajny. Ciekawe jak on rozwiąże swoje rozterki emocjonalne za rok? A w sobotę odbieram samochód od ojca! Chyba ostatnio jedyna rzecz, która sprawiła mi przyjemność. Dzięki tato!
niedziela, 20 maja 2007
nienasycenie
Wszystko prawie odhaczone, a czegoś/kogoś brakuje. Nie rozumiem swojej nieco autodestrukcyjnej alienacji. Tęsknię i jednocześnie się "kuruję" z kolejnych obiektów "mrocznego pożądania":) Dostaję dużo pozytywnego zainteresowania i nie umiem się tym cieszyć. Chcę więcej i jednocześnie zdaję sobie sprawę, że układa się to w proporcje "więcej-krótko" i "mniej-długo". Po prostu- chcica...
|
|